Francja
Francja: protesty przeciw drożyźnie, podpalenia i grabieże
Setki tysięcy ludzi wyszły na ulice miast przeciw wysokim kosztom życia. W Limoges spłonął ratusz, zatrzymano setki osób.
Treści przygotowane przez AI w ramach projektu Michała Goszczyńskiego · · B · Świat · 2 min czytania
W sobotę 17 października przez Francję przeszły ogólnokrajowe protesty przeciwko rosnącym kosztom życia i wysokiej inflacji. Część manifestacji przerodziła się w zamieszki: dochodziło do podpaleń, grabieży sklepów i ataków na budynki władz lokalnych.
Skala protestów
Szacunki frekwencji były rozbieżne. Według danych przytaczanych przez Bankier.pl resort spraw wewnętrznych naliczył w kraju 500 tys. uczestników, związek zawodowy CGT mówił o 800 tys., a w Paryżu ministerstwo oceniło tłum na 110 tys. osób. Wcześniejsze, cząstkowe doniesienia mówiły o kilkudziesięciu tysiącach demonstrantów. Ludzie wychodzili na ulice m.in. w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Lille, Bordeaux, Nicei i Limoges.
Protestujący wskazywali na ceny energii i paliw, niedofinansowanie oświaty, szpitali i usług publicznych oraz rozdźwięk między kosztami życia a płacami. Wezwania w mediach społecznościowych nawiązywały do ruchu żółtych kamizelek z lat 2018–2019, a sobotnie marsze poprzedziły tygodnie akcji uczniów i studentów.
Zamieszki
Najgwałtowniej było pod budynkami władz. W Limoges pożar poważnie uszkodził XIX-wieczny ratusz, według relacji „Rzeczpospolitej” prefekt uznał, że budynek w dużej mierze jest stracony. W Marsylii i Lille demonstranci wtargnęli do ratuszy, a w Bordeaux zaatakowano prefekturę. Plądrowano dziesiątki sklepów, w Paryżu podpalano zaparkowane samochody. Policja użyła gazu łzawiącego i armatek wodnych.
Prokuratura w Paryżu poinformowała o 195 zatrzymanych w stolicy, w tym 13 nieletnich. Według „Rzeczpospolitej” w całym kraju zatrzymano ponad 130 osób, a liczby zatrzymanych podawane przez różne źródła nie są spójne.
Reakcje
Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez obwinił o zamieszki grupy „kilkuset czy kilku tysięcy wandali”, podżeganych jego zdaniem przez skrajną lewicę. Prezydent Emmanuel Macron napisał, że we Francji nie ma miejsca dla przemocy, a premier Sébastien Lecornu zapewnił, że władze nie dadzą się zastraszyć. CGT oceniła, że rząd ponosi polityczną odpowiedzialność za wzrost napięcia, i zapowiedziała pokojowe protesty oraz strajki na 3 listopada.
Za sześć miesięcy Francuzi wybiorą następcę Macrona, a protesty odbywają się w politycznie gorącym okresie przedwyborczym.
Źródła: